sobota, 18 czerwca 2016

6. Dwie Twarze


– I gdzie ta twoja dilerka? – Mruknął, opierając się o ścianę klubu.
Stali na bokach lokalu, w ustronnym miejscu, a zegarek w komórce wskazywał godzinę jedenastą czternaście.
– Najwidoczniej punktualność nie jest jej mocną stroną. – Odparowała i zaczęła niecierpliwie stukać stopą obutą w czarne botki.
Tkwili przez kolejne sekundy w milczeniu, gdy zza rogu wyłoniła się damska, zakapturzona postać. Była cała ubrana na czarno, a jej twarz została przysłonięta szkarłatnymi włosami.
– Aisha? – Rayna zrobiła krok w jej stronę, rozglądając się dookoła, jakby spodziewała się nadchodzących członków gangu.
Dziewczyna odrzuciła kaptur i popatrzyła na blondynkę czarnymi jak węgiel oczami. Uśmiechnęła się z wyższością, widząc jej minę, niepewną i przestraszoną.
– No proszę, wzięłaś swojego chłoptasia. Dziś to on cię sponsoruje? – Zakpiła, rzucając chłopakowi pogardliwe spojrzenie. – Dobrze się nią zajmij, ostatnio jest trochę… niezaspokojona.
Aiden zacisnął pięści i ruszył do przodu, kipiąc ze złości. Rayna powstrzymała go, co było trudne, bo chłopak był od niej dwa razy silniejszy.
– Nie znam jej – syknął jej na ucho, będąc coraz bardziej podminowany.
– Kasa. Nie będę tu czekać godzinami. Dawaj. – Czerwonowłosa wystawiła dłoń, charakterystycznym ruchem ponaglając ich do zapłaty.
Rayna uniosła dłoń, uciszając dziewczynę i podeszła krok bliżej, stając z nią twarzą w twarz. Były prawie równego wzrostu, dzięki nieco wyższym butom blondynki.
– Myślę, że jednak sobie pogadamy. Shannon nie ma, a ja jestem jej siostrą, która oczekuje trochę wyjaśnień. – Odparła pewnym siebie tonem, nagle zdeterminowana, aby dostać to, co chce. Postanowiła lekko nagiąć prawdę o jej pokrewieństwie z Shann, aby zobaczyć reakcję czerwonowłosej, która mogła posiadać potrzebne jej informacje.
– Miller? – Prychnęła i uniosła prawy kącik ust. – Idealna córeczka, ale sorry, Shann na pewno nie chciałaby mieć z tobą nic wspólnego.
Osłupiała. Aiden zauważył jej otępienie, więc zbliżył się do dziewczyny, stając u jej boku i chcąc dodać jej odwagi.
– Skąd znasz moje nazwisko? – Wyszeptała, podnosząc wzrok. Nastąpiło milczenie. – Gadaj!
Rayna mocno popchnęła dziewczynę na pobliską ścianę, przez co ta uderzyła w nią głową, ale ocknęła się i uderzyła blondynkę w twarz. Aiden odsunął blondynkę od Aishy, której leciała krew z boku głowy i spływała po obojczykach.
– Ty suko. – Wysyczała i wyjęła pistolet zza paska jeansów.
Rayna i Aiden odskoczyli od niej, nie spodziewając się takiego obrotu akcji. Ich oddechy były przyspieszone, a serca biły w nierównym tempie.
– Skąd znam twoje nazwisko? – Zakpiła, akcentując każde słowo i przedrzeźniając jej brytyjski akcent. – Twoja rodzina jest gównem, pływa w nim. Pozwól, że będę głosem Shannon. Miała samych wrogów. A wiesz dlaczego? – Zaśmiała się cynicznie. – Bo była wstrętną kurwą, ale na szczęście karma wróciła i ona nie żyje. Tak, to też wiem. Była taka sama jak wy, myślała, że wszyscy będą jej sukami na posyłki. Wiem wszystko o niej i o tobie, słodka dziewczynko. Twoi rodzice powinni zbierać kasę, bo niedługo może im jej zabraknąć. Zgnijecie, wszyscy. Więcej ode mnie nie usłyszysz.
Zaczęła się wycofywać, cały czas celując do nich z broni. Aiden miał coś powiedzieć, ale gdy otworzył usta, Aisha zatrzymała się w pół kroku i opuściła broń.
– A ty, blondasku, lepiej zacznij szukać koszmaru Shannon, zanim on znajdzie ciebie. Uwierz, niektórym nie warto pomagać, a ty rzuciłeś się wprost na celownik. Nie mój, a jej. Przypomnij sobie, komu twoja przyjaciółeczka zalazła za skórę oraz lepiej się pospiesz, bo lista jest długa. – Postukała w swój nadgarstek i popatrzyła prosto w jego oczy. – Tik, tok. Zegar tyka.
Zniknęła. Rayna zaczęła się trząść i upadła na kolana, mając cały czas przed oczami spust pistoletu kierowany w jej stronę. Aiden stał nieruchomo z pustym wzrokiem wbitym w ziemię. Nasłuchał się tych wszystkich oszczerstw pod adresem jego przyjaciółki, której śmierć najwidoczniej nie była przypadkiem. Chciał krzyczeć, uderzyć cokolwiek, zniszczyć cokolwiek, zrobić cokolwiek. Wszystko, tylko nie stać bezczynnie i być podatnym na atak. Nie przejmował się, że grozi mi niebezpieczeństwo, które zapowiedziała Aisha. Chciał odszukać sprawcę i się zemścić.
Rayna nie mogła uwierzyć, że ktoś groził jej rodzinie. To nie były zwykłe pogróżki, tylko groźby, zwiastujące pomoc w nadchodzącym nieszczęściu jej rodziców. Dodatkowo, owa osoba wiedziała wiele rzeczy na jej temat, które mogły zostać wykorzystane w złym celu i doprowadzić do katastrofalnych następstw.
Aisha także nie zaprzeczyła, gdy Rayna oświadczyła, że jest siostrą Shannon. Blondynka nie mogła pojąć, jakim cudem rodzice ukrywali przed nią tak okrutną prawdę. Przecież Shann była chora, tułała się po świecie, musiała wyjechać aż do Australii, a oni nigdy o niej nie wspomnieli?
– Ona była moją siostrą – wyszeptała z łzami w oczach, a Aiden przeniósł wzrok na jej klęczącą sylwetkę. – Ona…
Niespodziewanie uklęknął obok niej i objął ją ramieniem. Rayna wybuchła płaczem i cała się trzęsła z nadmiaru emocji. Zawsze chciała mieć siostrę. Bratnią duszę, osobę, z którą mogła porozmawiać i plotkować o chłopakach, wymieniać się ubraniami, bawić się w piaskownicy. To nieistniejące pragnienie pękło jak bańka mydlana. Nigdy nie poznała Shannon, a dodatkowo nie wiedząc o ich pokrewieństwie, obserwowała jak umiera na jej rękach.
Ta skrajna sytuacja, w jakiej się znalazła, popchnęła ją do podjęcia decyzji. Musiała odkryć całą prawdę, walczyć w imieniu Shann i uchronić nieświadomych rodziców od nieuchronnego, czyhającego na nich niebezpieczeństwa.
– Pomogę ci. Znajdziemy osobę, o której mówiła Aisha. Nie pozwolę, żeby krzywdziła kolejnych ludzi. – Przyrzekła, ocierając łzy i pociągając nosem.
– Sam dam radę. Wiem o kogo chodzi i uwierz, to nie jest ktoś z kim dałabyś radę stanąć twarzą w twarz. To moje brudy oraz Shannon. Idź do domu, zapomnij o wszystkim i żyj swoim życiem. – Chłopak wstał z ziemi i potarł palcami skronie. Ciężko westchnął  i wystawił rękę, aby pomóc podnieść się blondynce.
– Jak mam teraz żyć? Moja rodzina jest na celowniku i ja także, a jakbyś zapomniał, oboje nie mamy czystego konta. – Podniosła głos i otrzepała się z ziemi, która pobrudziła jej spodnie.
– Spotkajmy się wieczorem u ciebie. Podsumujemy informacje, zobaczymy co da się zrobić. – Odparł, poddając się. – Przyniosę ci nowy telefon, daj mi ten, zajmę się nim.
Niepewnie położyła urządzenie na jego otwartą dłoń, ale wiedziała, że komórka może przysporzyć jej kolejnych kłopotów. Aiden schował ją do tylnej kieszeni jeansów i przeczesał dłonią włosy.
– Wsiądź w pierwszą lepszą taksówkę i idź prosto do domu, nie odwracaj się, zachowuj spokój i nie wychodź nigdzie, dopóki nie przyjdę. Nie wiadomo czy Aisha miała wsparcie.
Rayna pokiwała głową, będąc nadal oszołomiona tym, co się zdarzyło i tym, co dopiero może mieć miejsce. Właśnie brała udział w czymś, co wykraczało poza wszelkie granice, jakich dotąd przestrzegała. Czuła się jak podczas wojny gangów, jak przestępczyni, kryminalistka. Jednak poczucie, że może być obserwowana albo śledzona przez osoby, które mogą być wspólnikami czerwonowłosej dilerki, przysparzała ją o przyspieszone bicie serca i wywoływała ogromną panikę.
Rozeszli się, każdy poszedł w przeciwną stronę. Rayna szybko złapała taksówkę i podała adres, marząc o tym, aby znaleźć się w bezpiecznym mieszkaniu.
Z samochodu wybiegła, potykając się o własne nogi, które stały się niczym z waty. Oczami wyobraźni widziała jak ktoś do niej strzela albo zachodzi od tyłu i porywa, a potem zabija. Czuła na sobie nieproszone spojrzenia, a po jej plecach spływał zimny pot.
Drogę na poddasze pokonała w ciągu paru sekund, przeskakując schody o parę stopni i głośno dysząc. Gdy zamknęła za sobą drzwi, zakluczyła je na wszelkie możliwe kombinacje i odetchnęła z ulgą. Pozostawało jej czekać do wieczora, aż odwiedzi ją Aiden i omówią plan działania.
Od paru dni nie chodziła ani na uczelnię, ani do pracy. Wiedziała, że w tym drugim miejscu nie ma się już po co pokazywać, ponieważ szef dawno ją zwolnił, a z racji tego, że nie odbierała od nikogo telefonów, nie zdążył pewnie jej tego oficjalnie powiedzieć. 
Gdy nie chodziła do pracy, nie miała pieniędzy. Także na uczelni nie miała czego szukać, bo nie posiadała funduszy, aby opłacać swoją dalszą naukę. Tu pojawiał się problem związany z mieszkaniem i czynszem, który musiała co tydzień opłacać. To wszystko zwaliło się na nią tak nagle, że nie zdążyła rozważyć wszystkich „za” i „przeciw”.
Ogarniała ją niemoc, ale także wściekłość i pragnienie zemsty na tym, kto zabił jej siostrę. Najwidoczniej były bliźniaczkami, skoro wyglądały niemal identycznie. W jej oczach ponownie zakręciły się łzy, na wspomnienie tego co mogła mieć, a bezpowrotnie straciła.
W tamtym momencie nienawidziła swoich rodziców. Bezczelnie zaprzeczyli, gdy napomknęła o Shannon i ciągle brnęli w kłamstwie. Rayna nagle zerwała się z kanapy, na której siedziała i ruszyła do sypialni, gdzie na łóżku leżał jej stary laptop.
Weszła na Skype i wyszukała na liście kontaktów matkę. Nawiązała połączenie i czekała na odpowiedź. Cała kipiała ze złości, chciała otrzymać wyjaśnienia, przeprosiny, cokolwiek. Nie miała siły oglądać tej udawanej bezradności i żałości, za którą ukrywali się jej rodzice, gdy uważali coś, za sprawę nie wartą wspomnienia. Jej siostra była warta rozmowy.
Na ekranie pojawiła się zaspana twarz matki, która najwidoczniej dopiero wstała, bo leżała w łóżku. Podczas, gdy w Sydney była godzina szesnasta, w Londynie zegar wskazywał ósmą.  
– Hej mamo. – Przywitała się grzecznie, ale w jej głosie wyczuwało się napięcie i chłód.
– Nie powinnaś być w pracy, o tej porze? – Napomknęła niezbyt miłym tonem i westchnęła ciężko, patrząc się w dal. Chwilę później w ekranie pojawiła się uśmiechnięta postać mężczyzny.
– Rayna, kochanie, coś ostatnio często nas nawiedzasz. – Zażartował i usiadł na łóżku obok leżącej żony.
– Mam swoje powody – zaczęła i wzięła głęboki oddech. – Dlaczego nie powiedzieliście mi o Shannon, mojej siostrze bliźniaczce?
Nastąpiła przytłaczająca cisza, pełna napięcia. Rayna zauważyła na twarzy rodziców głęboki szok na dźwięk wymienionego imienia. Wiedziała, że wiedzą o co jej chodzi i ostatkami sił próbują zachować pozory zdziwienia.
– Kurwa, wiedziałam. – Zachłysnęła się powietrzem i pokręciła z niedowierzaniem głową.
– Język, Rayna! – Syknęła matka i podniosła się do pozycji półsiedzącej. Zacisnęła usta w wąską kreskę i posłała w stronę ekranu piorunujące spojrzenia.
– Naprawdę? Tylko to cię obchodzi? – Wyjąkała, bliska łez. Widząc ich obojętność, tłumione emocje wzięły górę. – Miałam, kurwa, siostrę. Nie powiedzieliście mi o niej nic! Kompletnie nic! Mało tego! Oddaliście ją, wyrzuciliście na bruk jak brudnego psa, trędowatą. Bo co? Dlatego, że miała problemy? Była chora?
 Po policzkach Rayny ponownie popłynęły łzy, ale szybko je starła, zirytowana tym, że ciągle płacze. Jej twarz stała się maską negatywnych emocji, które przejęły władzę nad bezsilnością i łzami.
– Zrobiliśmy to, co należało zrobić. – Matka Rayny przeszła do kontrataku, a jej mąż siedział obok i schował twarz w dłoniach. Gdy próbował opanować szalejącą kobietę, został obrzucony stekiem przekleństw i wykluczony z rozmowy. – Była psychicznie chora, a ty, niewdzięcznico, tak nam teraz się odwdzięczasz? Chciała cię zabić, od bachora miała urojenia i próbowała cię poddusić!
Rayna zamarła z otwartymi ustami, słysząc słowa, jakie kierowała w jej stronę matka. Sam fakt, że Shannon próbowała ją zabić, wstrząsnął dziewczyną, ale to było tylko pierwsze wrażenie. Potem stała się bardziej wściekła na rodziców, że nic z tym nie zrobili.
– Trzeba było ją leczyć! A nie wykreślać z naszego życia! A gdybym to ja była chora? Hm? Wypierdolilibyście mnie na ulicę, bo byłabym inna? – Zaśmiała się histerycznie i przeczesała nerwowo włosy. – No tak, po co wykosztowywać się na leczenie córki, skoro można ją oddać i mieć jeszcze jedną sztukę, identyczną, sprawną i przy zdrowych zmysłach.
– Jesteś taka rozpieszczona i płytka. – Żachnęła się kobieta, ignorując krzyki męża, który próbował ją przywołać do porządku. – Nic w życiu nie osiągnęłaś. Uważasz, że małomiasteczkowa, prosta dziewczyna jak ty coś wywalczy? Ledwo wiążesz koniec z końcem, śmiesz wyłudzać pieniądze od rodziców, podczas gdy wyprowadziłaś się na koniec świata, udając wielce dorosłą? Jesteś śmieszna i nie…
Rayna zamknęła laptopa z pustym hukiem i rozpłakała się na dobre. Miała dość oszczerstw, które usłyszała od własnej matki. Prawdy, która nigdy nie została wypowiedziana i tego, co myślała o niej kobieta. Czuła ciężar na sercu, nagłą samotność i bezużyteczność. Zaczęła wierzyć w to co usłyszała i analizować słowa, którymi została opisana.
Niespodziewanie rozległ się przeciągły dźwięk dzwonka do drzwi, a jej serce zabiło dwa razy mocniej. To mógł być Aiden, ponieważ była już siedemnasta, ale równie dobrze osoba za drzwiami mogła być zupełnie inna.
Cicho podeszła ku źródłu dźwięku i spojrzała przez wizjer. Zobaczyła znajomą blond czuprynę, na której widok odetchnęła z ulgą. Przetarła powierzchownie zaschnięte łzy i otworzyła drzwi.
– Witaj wspólniczko… Znowu płakałaś?
Rayna uśmiechnęła się słabo i zaprosiła go do środka, ignorując poprzednie pytanie. Zaproponowała mu coś do picia, ale chłopak uparcie oczekiwał odpowiedzi na jego pytanie.
– Ej, co się stało? – zapytał z troską i chwycił ją za nadgarstek, aby obrócić dziewczynę w swoją stronę.
– Nic. – Burknęła, spuszczając wzrok. Nie chciała wyjść na wielką płaczkę, która całymi dniami użalała się nad sobą.
– To przez tą sytuację z Aishą? Nie bój się, ona nie działa w pojedynkę i nie wygląda na taką, która robi pierwszy krok.
– Słabe pocieszenie. – Rayna parsknęła wymuszonym śmiechem i ruszyła do salonu. – Dobra, jaki jest plan?
Aiden zajął miejsce na kanapie naprzeciwko siedzącej blondynki i oparł łokcie na kolanach.
– Zanim przystąpimy do jakiekolwiek działania, muszę wyjawić ci tajemnicę, której dotrzymanie obiecałem Shannon. Wiem, że łamię przysięgę, ale musisz wiedzieć o zdarzeniu, które zniszczyło Shannon od środka. Musisz poznać ciemną stronę tej historii.  

 ~~*~~
Rozdział szósty pojawił się tydzień później, więc trochę spięłam poślady i wyrobiłam się szybciej :) Nie gwarantuję, że siódemka pojawi się w takim samym czasie, bo po zakończeniu roku szkolnego będę trochę zalatana (shopping w większym mieście, kobietki zrozumieją ten szał ;) ) 
Ah, jak ten czas szybko zleciał, za parę dni wakacje. Ja nadal nie mogę w to uwierzyć, a wy? 
Jak wasze średnie, gdzie udajecie się dalej (jeśli kończycie jakąś szkołę)? 
Jakieś plany na wakacje? Piszcie!
A, jakbym zapomniała. Jak wrażenia po rozdziale? Jest trochę odpowiedzi na wasze pytania? 

Tak w ogóle mam pomysł na ff o DARACH ANIOŁA! Eh, zabijcie mnie, jednocześnie mam także plan zrealizować ff o TO i TW - "Can you hear me", którego okładka już jest na Wattpadzie. Cóż, to drugie musi się zdarzyć, skoro już podjęłam kroki ku jego realizacji. Ale wiedzcie, że mam pomysł na DA! 


10 komentarzy:

  1. Dobrze, że Rayna dowiedziała się prawdy o siostrze. Tylko szkoda że od Aishy, a nie od rodziców. A matka zamiast normalnie z nią o tym porozmawiać jeszcze ją źle oceniła. Ojciec by pewnie normalnie z nią o tym porozmawiał.
    Rayna i Aiden mogą się znaleźć w niebezpieczeństwie przez Aishę. Albo może już się znaleźli. Nie wiadomo do czego ona jest zdolna.
    I ciekawe skąd Aisha zna rodziców Rayny.

    Czekam na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ile informacji! No, ale dobra. Od początku.
    Rayna jest siostrą Shannon. No to właściwie były moje podejrzenia, a nie wiem czy to wcześniej pisałam, najwyżej się powtórzę, mam nadzieję, że Ci to nie przeszkadza. :D Uwielbiam takie wątki. Sama się przestraszyłam, gdy Aisha wyciągnęła pistolet. Myślałam już, że strzeli i biedna Rayna wyląduje w szpitalu z kulą w jakiejś części ciała. Całe szczęście nic się nie stało! Aiden zaczyna zdobywać moją sympatię! :) Zachowuje się inaczej niż we wcześniejszych rozdziałach, ale to dobrze. Coś czuję, że z Rayną stworzą zgraną drużynę.
    No i rodzice Rayny. Jej matka zareagowała w okropny sposób! Już pomijając fakt jak potraktowała swoją chorą córkę, no ale żeby zacząć oczerniać Rayne, która jedynie dowiedziała się prawdy. Miała prawo do złości.
    No i kurcze, co to za sekret?!
    O doskonale rozumiem szał zakupów! Oby były udane! :) Ja czekam z niecierpliwością na siódmy rozdział. Życzę dużo weny. Pozdrawiam!:*

    OdpowiedzUsuń
  3. Wowow. Matka Rayny musi mieć sporo na sumieniu, skoro zareagowała w taki sposób. Dziś nie stać mnie na konstruktywny komentarz (gh, ostatnio piszę to coraz częściej). Ale super rozdział :D
    Powodzenia w zakupach (tak, to bardzo ważna rzecz w życiu każdej kobiety xD), weny na dalszy rozdział oraz te FF i miłych wakacji (tak jakbym później zapomniała to napisać).
    Buziaki ;)
    Porzeczkowy Sorbet

    OdpowiedzUsuń
  4. Nieładnie kończyć rozdział w takim momencie. W następnym rozdziale sekret!, od razu na początku. Jak już się pojawia broń to robi się ciekawiej, przynajmniej wiadomo, że to siostry już, ale reakcja matki, to szok. Mam nadzieję, że dasz jakieś naprawdę fajne wytłumaczenie zachowania Shan, że chciała siostrę zabić etc. :D
    Dobra, powodzenia na zakupach, wydaj mało, zgarnij dużo :). Oby Ci weny starczyło na te wszystkie FF :).

    OdpowiedzUsuń
  5. Witam :)
    Dostałam od Ciebie zaproszenie, za które bardzo dziękuję! Co prawda dostałam je jakiś czas temu, ale ostatnio mam taki czas, e ciągle gdzieś biegam i nie mam czasu usiąść na tyłu.
    Przeczytałam rozdziały, ale skupię się na jednym komentarzu tu i od razu przepraszam jeśli będzie chaotyczny i niezrozumiały, ale mam cichą nadzieje że sie połapiesz! :)
    Przepraszam też jeśli coś pokiełbaszę z imionami bohaterów, bo sa bardzo niespotykane!

    Zacznę od tego że zaczynając czytać ten blog, w ogóle się nie spodziewałam na co się piszę! Czyta się to z poniekąd zapartym tchem bo w każdym rozdziale w którymś momencie jest nagły zwrot akcji który zaskakuje wszystkich, albo nagle pojawia się jakąś informacja która rozwala mózg. W pozytywnym sensie!
    W dodatku piszesz bardzo lekko i miło się to czyta.
    Zaczynając od bohaterów, muszę zacząć od Aidena! Po pierwsze dlatego że kocham to imię, kocham bohaterów o tym imieniu, sama mam u siebie takiego jednego Aidenka ;P
    Z początku jakoś średnio go lubiłam, ale z drugiej strony wyczekiwałam momentu z nim. Aż w którymś momencie stwierdziłam że jest go zdecydowanie za mało! xD
    Ale skromnie powiem że to mój ulubiony bohater :3
    Aisha mnie zaskakuje, ale chyba nic nie przebiło spluwy! Aż przeczytałam to dwa razy, czy czasem nic nie poplątałam. Chyba jeden z największych zwrotów akcji.
    Rayana (jeśli źle napisałam imię wybacz!)> Kurczę, nie wiem. Bardzo ją lubię. Nie wiem czemu ciągle kręci z tą Aishą jak ona ciągle wkopuje ją w większe tarapaty. Ale samą Rayanę lubię bardzo, choć miałam momenty gdzie pukałam się w czoło mówiąc do ekranu "Głupia?!". tak jak na przykłąd było z braniem tego telefonu ;)
    Wspomnę jeszcze o rodzicach. Bo nie sposób o nich nie wspomnieć. Ciśnie mi się jedno pytanie: Co ona tam jeszcze robi i czemu nie spierniczy gdzie pieprz rośnie?!

    Rety, rozpisałam się, zaraz BS mi powie że mam za długi komentarz żeby opublikować xD

    Tak więc, zaraz sobie zaobserwuję i wkleję Cie do polecanych linków u siebie na blogu. Jeśli możesz, to informuj mnie? u mnie? Tylko od razu wspomnę że ostatnio czytam z opóźnieniem rozdziały bo jak pisałam na górze, jestem ostatnio w biegu bez siedzenia :)

    W wolnej chwili, jeśli masz chęć, zapraszam do siebie. Piszę kryminało-romanso-przygodwy.. cosiek? :D Może przypadnie Ci do gustu. Akcja rozgrywa się średnio szybko, ale najpierw chciałam przedstawić dobrze bohaterów i ich relację, niedługo pojawi się więcej akcji.

    Tatuaż z Motylkiem!
    Katalogowy Świat

    Pozdrawiam i życzę kupę weny!

    OdpowiedzUsuń
  6. No dobra, po kolei.
    Czyli to, że Shann i Rayna były siostrami jest już oficjalne. To dobrze, jedno pytanie mam z głowy. Ale jak to zwykle bywa, rodzą się kolejne.
    Cofam to, co poprzednio napisałam o Aidenie. Teraz doceniam to, że chce współpracować z Rayną, a nawet że troskliwie pyta, dlaczego płakała. Może widzi w niej namiastkę swojej Shannon? No, może nie taką całkiem namiastkę, skoro dziewczyny były w zasadzie identyczne. :D
    Matka Rayny - szkoda słów. Scyzoryk mi się otwiera w kieszeni, kiedy czytam o takich ludziach, a niestety takich tekstów coraz więcej. Nie rozumiem, jak mogła tak potraktować drugą córkę, tak samo jak nie rozumiem tego, że zwyzywała tę pierwszą od najgorszych. Na miejscu Rayny nigdy w życiu już bym się do niej nie w odezwała. Nawet nie starałabym się udowadniać, że jestem sobie w stanie poradzić bez niej, bo to nic by dla niej nie znaczyło. Ona wciąż widziałaby w niej nieudacznika. Żałosna kobieta...
    A teraz wybacz, idę poczytać o ciemnej stronie historii Shannon (jakby ta dotychczasowa nie była wystarczająco ciemna). :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie spodziewałam się większej roli Aishy w tym wszystkim.
    Rayna chyba za szybko oceniła rodziców. Nigdy nie wiadomo.
    A jednak dobrze zrobiła...
    Mhhm... Robi się coraz bardziej niebezpiecznie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Akcja się rozkręca. Polubiłam Aishę, lubię takie postacie, przesycone nienawiścią. Jest dobitna, nie uwija w bawełnę, mówi prostu z mostu. "lepiej zacznij szukać koszmaru Shannon, zanim on znajdzie ciebie." - naprawdę, genialnie ujęte.
    Nie spodziewałam się, że Aiden ją przytuli. Wcześniej był wobec niej, taki ostry, nie przewidywalny, tajemniczy. Jakby podświadomie czuł, że to początek końca.

    OdpowiedzUsuń
  9. Zaskoczyła mnie Aisha, bo skoro tyle wiedziała, to po co się narażała i przychodziła na to spotkanie? Czyżby tylko po to, by sobie pogadać? Przecież nawet nie żałowała S, nie lubiła jej, to co ją teraz obchodzi jej siostra i rodzina tej siostry. To trochę niejasne jak dla mnie. Takie cuda wianki na kijaku.
    Natomiast podobała mi się bardzo reakcja Aidena, to że chciał pocieszyć dziewczynę.
    Zaangażowanie twojej bohaterki przypomina mi trochę Wojtka Malinowskiego z blogu Tysia, z "Sagi Gangsterzy", bo on też się tak mocno zaangażował w pewną sprawę, że zaczął wchodzić buciorami w cudze życie, a jednocześnie olewać swoje i w swoim sobie robi problemu, nie stawia się w pracy itd. Tak więc zainteresowanie to jedno, ambicje to drugie, chęć poznania prawdy to trzecie, ale nie ma co popadać w obsesję, a zarówno twoja bohaterka jak i ten Wojtuś w nią popadli i ten zabieg akurat bardzo mi się podobał, bo często jest tak, że angażujemy w coś siebie 100%, a jednocześnie zapominamy o swoich obowiązkach i potrzebach.

    OdpowiedzUsuń
  10. Nadrabiał opowiadanie. Uważam, że na to zasłużyłaś, bo byłam tu od początku, a nagle zniknęłam. No więc co myślę o tym opowiadaniu?
    Rodzice Rayny to paskudni, płytcy ludzie i jeżeli wyrzucili Shannon tylko dlatego, ze była chora to zasłużyli na wszystko, co najgorsze. Wiem, to straszne myślenie, ale nie potrafię inaczej.
    Szkoda mi Rayny, ale dobrze, że ktoś jej pomaga. Miałaby przerąbane, gdyby była zupełnie sama.
    Pozdrawiam, Dora.
    cursed-child.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń